sobota, listopada 27, 2010

dajart

Byliśmy dziś z Maciejem w "Atlasie sztuki" na wystawie: "Brzuch Atlasa".

|1/40|f2.0|50mm|ISO 6400|
Jako totalny laik i ignorant chyba nie powinienem zabierać głosu w kwestii tzw. "ważnych wystaw" ale mam niepohamowaną chęć napisania czegoś o tym co zobaczyłem.
Pan Józef Robakowski, kurator wystawy opisuje to wydarzenie jako "operację mentalną realizowaną w geście: nieprzewidywalnym, fenomenalnym, kosmicznym, niepospolitym, rewolucyjnym, szczególnym, dziwacznym, seksualnym, blagierskim, sarkastycznym, unikalnym, perwersyjnym, humorystycznym, odchylonym, spektakularnym, ekscentrycznym, podskórnym, nieprzyzwoitym, fantastycznym, groteskowym, niewiarygodnym, osobliwym, wynaturzonym, absurdalnym, tandetnym, magicznym, oburzającym, złowieszczym, nieodpowiedzialnym...". Przy mojej nikłej wiedzy na tematy dotyczące sztuki sądzę, że większość z tych przymiotników niestety w żaden sposób nie odnosi się do wystawy. Nie należy nazywać tych prac rewolucyjnymi a tym bardziej fantastycznymi (to ulubione określenie prof. Robakowskiego). Kilka eksponatów zakupionych na rynku bałuckim faktycznie może być zaskakującymi w miejscu jakim jest galeria sztuki tylko czy nie mając żadnego punktu odniesienia faktycznie chcemy je tam oglądać? Kolorowa woskowa para postaci biorąca kąpiel faktycznie jest obiektem osobliwym, tylko czemu ma to służyć?
Nie rozumiem, dlaczego widz w zupełnej ciemności ma poruszać się z latarką w ręku? Jeśli jest to prezentacja kolekcji galerii Atlasu Sztuki to można potraktować to jako zaglądanie w jej "magazyny". Jednak udziwnienie samo w sobie nie uatrakcyjnia ekspozycji i nie wiem czemu ma służyć?
Nie udało mi się odczytać klucza wystawy, a podejrzewam że taki był jednak niezrozumienie może wynikać z braku znajomości katalogu z tekstami autorstwa prof. Grzegorza Dziamskiego i Stacha Szabłowskiego oraz rozmowy, jaką z Józefem Robakowskim przeprowadziła Ewa Gorządek, być może rozjaśniłoby mi to idee tam zawarte.
Mam jeszcze jedną a w zasadzie dwie uwagi dotyczące tego wydarzenia. Uważam, że organizator ("kurator") wystawy nie powinien prezentować największej liczby prac nawet, jeżeli jest artystą wybijającym się ponad resztę. Po drugie na pewno zapamiętam fotografie Ireny Kalickiej i choćby dlatego warto się tam wybrać (u góry).

4 komentarze:

Statch pisze...

Jestem pod wrażeniem, jeżeli nie recenzji, to "własnego zdania autora blogu". Przeczytałem jednym tchem. Dobre, bo szczere, dobre, bo mądre.

negatyw pisze...

Dzięki :)

Mela pisze...

Zgadzam się ze Statchem. Gratuluję!

Łukasz Klimczyk pisze...

Pierwsze i ostatnie jak dla mnie najbardziej przyciągają uwagę ale oczywiście reszta też spoko ;) Gratuluje i pozdrawiam!